Opowieści z Hult Säteri (fragment: rozdz. 1 z ilustracjami)


Isaac Jacobovsky

Opowieści z Hult Säteri

 draft

Edynburg


  Książkę dedykuję Mäli i Ronny’emu Ekström

oraz Monice i Vesie Kutti

a także ich małym i dużym Dzieciom

Rozdział pierwszy

Znani i nieznani mieszkańcy

Hult Säteri

Dawno, dawno temu, za wielkim lasem, za małą rzeczką, przy kamiennym obelisku powstał wysoki dom z białymi kominami. Po wielu, wielu latach dom był tak stary, że najstarsi ludzie nie pamiętali jego początków. Wiadomo tylko, że jako pierwsze jego budowę rozpoczęły jeszcze leśne skrzaty. Prawdopodobnie to właśnie one ułożyły potężne głazy i zamieszkały w najstarszej części domu.

 

Potem przybyły w te strony dwa waleczne ludy. Byli to Waregowie ze wschodu i Wikingowie z zachodu. Skrzaty przyjęły ich z tutejszą gościnnością. I tak już zostało do dzisiaj. Waleczni Skandynawowie zapragnęli spokojnego życia wśród leśnych zwierząt i ukwieconych łąk. Porzucili tarcze, topory i ciężkie miecze. Tylko nadlatujące każdej wiosny ptaki przypominały im powroty z rzecznych i morskich wypraw. Przybysze zostali tutaj na zawsze, a ich potomkowie dobrze zadbali o ojczystą ziemię i sprawiedliwe prawo.

 

Z czasem powstał piękny dom, wielki gościnny dwór, latem dający chłód, zimą ciepło od rozgrzanych pieców i kominków. Miejsce, w którym został zbudowany znane było jako Hult Säteri. Z jednej strony zabudowania dworu wspierała ściana lasu. Z drugiej strony przestrzeń otwarta była na orne pola i odległe sąsiednie domostwa.

 

Do Hult Säteri prowadziła jedna droga… Ależ nie! Nie! Tak naprawdę do Hult Säteri można dojść dwiema drogami. Drugą znało tylko niewielu ludzi. Była ona bardzo tajemnicza i czasami trochę straszna, gdyż działy się tam różne dziwne rzeczy. Tą drugą drogą chodziły stare krasnale i równie stare domowe psoty. Ludzie przychodzili tutaj rzadko, bo mieli inną drogę do dworu.

 

Ostatnio do Hult Säteri sprowadzili się nowi lokatorzy: Mäla i Ronny. Ledwo się zadomowili, a już w całym domu zbliżał się do końca wielki remont. Gorączka prac budowlanych przyciągała uwagę mieszkańców okolicy.

 

Sąsiadów ciekawiło, co też działo się w starym dworze? Dlatego lubili przychodzić, by poprzyglądać się nowinkom, a nawet chętnie pomagali Ronny’emu w codziennych pracach. Mäla przygotowywała w tym czasie kruche ciasteczka i zapraszała wszystkich do stołu. Teraz była tutaj bardzo ogromna, nowoczesna kuchnia, a Mäla gotowała najlepsze jedzenie na świecie!

Niewiele osób wiedziało o tym, że nieopodal dworu w dziuplach starych drzew nadal mieszkały prastare krasnale. Byli to chyba najpracowitsi mieszkańcy Hult Säteri, bo od świtu do późnego zmierzchu, a czasem i przez całą noc bardzo ciężko pracowali.

 

Co innego domowe psoty! One nigdy nie pracowały. Mieszkały na strychu szopy, pod schodami małego domku, za kaflowymi piecami i w starych zamkach drzwi. Krasnale i ludzie mieli z nimi sporo kłopotów, gdyż psoty psociły, psociły, psociły. Czasami stare krasnale zapraszały do siebie leśne duszki, piękne i delikatne, dla ludzi zupełnie niewidoczne.

 

Mäla i Ronny nic by nie wiedzieli o innych mieszkańcach Hult Säteri, gdyby nie dzieci polnej myszy, które Ronny uratował od niechybnej, strasznej śmierci.

A było to tak. Podczas remontu dworu Ronny od czasu do czasu przygotowywał dużą stertę drewnianych odpadów, by spalić ją w bardzo nowoczesnym czerwonym piecu w kotłowni. Wrzucał drewno do pieca, a wiatr unosił biały dym nad lasy i łąki. Jesienią remont kończył się i Ronny postanowił urządzić nieopodal szopy ogromne ognisko. Polecił Patersonowi, młodemu stolarzowi, żeby zgromadził na pobliskiej polanie odpady drewna do spalenia.

 

Zaczęły się przygotowania. Paterson wsiadł na traktor i żelaznym spychaczem zaczął spiętrzać stos desek, belek i suchych gałęzi. Hałas był tak straszny, że zwierzęta zamieszkujące polanę uciekły do pobliskiego lasu. Prawie wszystkie. Z wyjątkiem dziesięciu małych myszek, które w ziemnym zagłębieniu ukrytym w trawie czekały na swoją mamę. Zamiast uciekać maleństwa piszczały tylko cichutko, nawołując dorosłych. Tragedia była tuż, tuż…

Katastrofie zapobiegły dwa prastare krasnale. Bezbronne myszki dostrzegł młodszy z nich, Daniel. Był to potężny skrzat, żyjący już prawie dwa tysiące lat. Jego wielkie ramiona, silny kark i ogromna głowa królowały nad okolicą. W gęstej czuprynie uwijały się kolorowe ptaki, na wietrze trzepotały kokardy srebrnych nici, migotały leśne świetliki. Niejeden człowiek pomylił tę gęstwinę z leśnym, bardzo wysokim krzakiem.

 

Krasnal pobiegł na łąkę i czarami próbował zatrzymać strasznego mechanicznego smoka. Lecz traktor nie zatrzymał się wcale. A z daleka szedł już w tym kierunku Ronny. Może właśnie w tej chwili chciał rozpalić przygotowywane ognisko? Jeśliby to zrobił, to co stałoby się z małymi myszkami?

 

Daniel był przerażony tym, co mogło stać się zaraz z czekającymi na mamę myszkami. Na szczęście tuż przy niewielkim dzwonie na dachu szopy dostrzegł swojego kuzyna Berserkera, znacznie starszego od niego i bardziej doświadczonego. Berserker miał ponad dziesięć tysięcy lat i radził sobie wiele razy z największymi kłopotami. Skrzat ten nie był zbyt duży, miał wielkie niebieskie oczy, zupełnie łysą głowę, długi zadarty nos i wyjątkową odwagę.

 

Stary krasnal błyskawicznie przystapił do akcji ratowania bezbronnych myszek. Nad całą okolicą rozległy się głośniejsze niż zwykle dźwięki bijącego dzwonu.

 

Alarm! Pożar! Przybywajcie wszyscy na ratunek! zdawał się krzyczeć dzwon. Ronny zatrzymał się w pół drogi. Był zdumiony. Rozglądał się niespokojnie. Wypatrywał. Ale nigdzie nie było widać ani ognia, ani dymu. Nie było żadnego pożaru. Stolarz Paterson zatrzymał traktor i pobiegł do dworu sprawdzić, czy może tam coś się pali. Ronny nadal wsłuchiwał się w głos dzwonu. Co się stało? Czy ktoś robił sobie głupie żarty? Ruszył szybko w kierunku szopy. Ku jego zdumieniu dzwon poruszał się sam. Pogoda była bezwietrzna, więc to nie wiatr nim kołysał. Nikt nie pociągał za długi sznur, a jednak na całą okolicę rozchodził się głośny dźwięk alarmu.

Ronny modlił się cichutko. To, co działo się z jego dzwonem zaprzeczało znanym mu prawom fizyki. Do kieszeni spodni schował pudełko z zapałkami. Kolejny raz bardzo wolno i uważnie rozejrzał się wokół siebie. Nigdzie nie było żadnego pożaru…. Usiadł więc na kamiennym progu szopy. Zamyślił się. Nie próbował zatrzymać dzwonu. Widział, jak z odległych domostw nadbiegają z pomocą ludzie.

 

Tymczasem zaalarmowana Mäla i wystraszony stolarz wybiegli z domu przed klomb. Już z daleka dawali Ronny’emu znaki, że w domu nie ma pożaru. Ronny odetchnął z ulgą. Tyle pracy, tyle marzeń, ten piękny stary dwór – to wszystko nie może spłonąć! Przecież w całym domu założył nową instalację przeciwpożarową. W każdym pomieszczeniu na suficie jest nowoczesny czujnik dymu.

 

Mäla biegła do niego z pytającym spojrzeniem. Co miał jej powiedzieć?

W tym samym czasie Danielowi udało się odnaleźć mamę małych myszek. Pani Mysza siedziała cichutko w dziurze starej deski w zniszczonej ścianie szopy. Cała drżała ze strachu. Chciała zanieść malutkim myszkom dziesięć ziarenek zboża, ale najpierw przeszkodził jej w tym wielki stalowy smok, ryczący strasznie, zgrzytający żelastwem, szukający czegoś na polanie. A potem z góry dobiegł ją równie straszny, rytmiczny hałas. Bim-Bam! Bim-Bam! To było z pewnością miarowe bicie serca jakiegoś jeszcze większego potwora!

Mama małych myszek rozpłakała się na myśl o stracie bezbronnych maleństw. Jeśli dotychczas nie zmiażdżył ich straszny żelazny smok lub jeszcze większy potwór z dachu szopy, to pożre je zaraz zawsze głodny polny orzeł Mateo, krążący złowrogo nad okolicą…

Pani Mysza nie myliła się! Właśnie nad polanę nadleciał wielki orzeł, szukający dla siebie obiadu. Mateo od dawna widział małe myszki. Szykował się już do ataku, lecz myszki zniknęły pod stosem drewna. W końcu dostrzegł Daniela. Natychmiast zmienił swoje zamiary i szybko odleciał. Dobrze wiedział, że każdy ptak, który w obecności tego skrzata zrobi coś strasznego, za karę resztę życia spędzi w jego wielkiej głowie, schwytany przez niewidzialną potężną siłę.

 

Także krasnal Daniel kątem oka dostrzegł odlatującego orła. Przyśpieszył kroku. Nie miał czasu na wyjaśnianie Pani Myszy, co to jest traktor i co to jest dzwon na dachu szopy. I że orzeł Mateo już stąd odleciał.

 

‘Pani Myszo! Pani Myszo! Musi pani szybko zabrać z polany swoje dzieci! W tej chwili nic im nie grozi, ale trzeba się śpieszyć!’

Pani Mysza porzuciła swoich dziesięć ziarenek i natychmiast pobiegła za Danielem. A krasnal przesuwał już wielki stos drewna, spod którego wydobywał się cichy pisk małych myszek. Mysia mama po kolei chwytała w pyszczek swoje maleństwa i wyrzucała je z jamki na dróżkę. Wystarczyła minuta, by wszystkie myszki biegły posłusznie za swą ukochaną mamusią w kierunku małego, opuszczonego od dziesiątek lat domku ogrodnika, ulubionego siedliska psotów. Ewakuacja myszek odbywała się cały czas pod czujnym okiem przyjaznego Daniela, gwarantującego wszystkim bezpieczeństwo.

Psoty dostrzegły już wcześniej hałas i wielkie zamieszanie. Początkowo przyglądały się wszystkiemu leniwie. Ale kiedy Pani Mysza dotarła ze swoim dziećmi do domku ogrodnika i od krasnala Daniela psoty w szczegółach dowiedziały się, co się stało, nie trzeba było czekać na ich reakcję!

 

Natychmiast wszystkie wybiegły ze swoich norek, dziurek i schowków. Przez komin, uchylone okno, szparę w drzwiach wydostały się na trawnik, przystanęły w gromadce, poszeptały cichutko. O czym szeptały? Kto to wie… I błyskawicznie zniknęły w czterech kominach starego dworu. Jakie było zdziwienie Mäli, która dotarła właśnie do szopy i zadzierała wysoko w górę głowę, gdy dzwon nagle przestał dzwonić i w tym samym momencie z kominów jej pięknie odnowionego domu buchnął w niebo dym!

‘Pali się! Gdzieś we dworze się pali! Szybko! Ratujmy nasz dom!’

 

Ronny zerwał się na równe nogi i biegł szybko do starego dworu. Sąsiedzi, którzy na dźwięk dzwonu dotarli już z odległych domostw na ratunek nie wiedzieli, jak pomóc. Dzwon przestał wydzwaniać na alarm. Nie było ani śladu pożaru. Widzieli tylko Mälę, Ronny’ego i stolarza Patersona biegnących w ich stronę spod szopy, krzyczących coś i wymachujących gorączkowo rękoma.

Pierwszy do domu wbiegł Ronny, zaraz za nim Mäla, Paterson i cała reszta. Wszyscy rozbiegli się po pokojach. Ale wszędzie było czysto i bezpiecznie. Tylko w starych kaflowych piecach cichutko płonęły polana drewna. We wszystkich piecach buzował pierwszy jesienny ogień. Mäla spojrzała na Patersona. Paterson uniósł ze zdziwienia ramiona. Kto rozpalił już w piecach? Nikt z obecnych tego nie wiedział.

 

‘Czy to Ty rozpaliłaś już dzisiaj w piecach? Przecież mieliśmy napalić dopiero w przyszłym tygodniu.’

 

‘Ależ nie ja… Ja nie wiem! Paterson! Czy wiesz, kto rozpalił w piecach i w kominku?’

 

‘Nie mam pojęcia! Dopiero jutro miałem czyścić piece.’

 

Ronny zdjął kalosze, wszedł do biblioteki, usiadł w skórzanym fotelu i patrzył długo na stary portret mężczyzny zawieszony na ścianie. Może on coś by mógł powiedzieć, gdyby zechciał? Dym z kominów nie był przecież przypadkowy. To normalne, że z rozpalonych pieców leciał przez kominy do góry siwy dym. Ale, ale! Cóż to się takiego działo? Z pięknego pieca w bibliotece kopciło się do pokoju. Zamiast do wnętrza komina.

 

‘Zobaczcie w bibliotece! Tutaj komin się zatkał! Trzeba wygasić palenisko.’

 

Nie czekając na pomoc, sam szybko i sprawnie wygarnął na przypiecową kamienną posadzkę dymiące polana drewna, a Paterson wyniósł je z biblioteki w blaszanym wiadrze. No i po pożarze!

Dym w tak małej ilości nawet nie zdołał uruchomić elektronicznego alarmu. Sąsiedzi śmiali się i cieszyli, głośno klaskając w dłonie. Mäla miała w oczach łzy szczęścia. Przytuliła się mocno do męża. Zawsze był przy niej, a i dzisiaj nie pozwolił jej skrzywdzić. Ten stary dom był jej wymarzonym miejscem, najpiękniejszym, najważniejszym. Szybko jednak doszła do siebie i ku radości zebranych zaprosiła wszystkich na jabłecznik, kawę i gęsty czekoladowy pudding. Wkrótce w Hult Säteri będzie gościła wielu ludzi. Dzień po dniu zbliżała się sroga zima i we dworze czas spędzi wielu jej przyjaciół.

 

Ronny nie usiedział na miejscu i jeszcze podczas podwieczorku ponownie poszedł do biblioteki, by sprawdzić, co się działo z nieczynnym piecem. Dobiegało już końca popołudnie. Na kominiarzy za późno. Gdyby oni tutaj byli, nie byłoby problemu. Na zatkane kominy mieli przecież swoje metody i specjalistyczne narzędzia. Może jutro przyjadą do Hult Säteri? Wejdą najpierw na dach, sprawdzą kanały i od góry udrożnią komin.

 

Co robić? Co robić? Ronny nie chciał jednak czekać do jutra. W palenisku pieca ustawił trzy niskie grube świece i podpalił je, by sprawdzić, czy w kominie był choćby niewielki cug. I wtedy usłyszał głośne Aaaaauuuu!… Krzyk protestu dobiegał prosto z pieca. Ronny zdmuchnął szybko płomienie świec.

 

‘Kto tam jest, halo? Proszę wyjść! Natychmiast proszę wyjść z pieca!’

 

‘To ja. To ja. Twój psot. Nie mogę się wydostać. Jestem trochę za gruby. Tutaj jest troszeczkę za ciasno. Nie mogę się ruszyć. Ani w jedną stronę. Ani w drugą stronę. To koniec!!!’

 

Ronny nie wierzył własnym uszom. Z wnętrza starego pieca jakiś piskliwy głosik skarżył się na swój ciężki los.

 

Tego wieczora Ronny długo rozmawiał z nieznajomym. To właśnie od uwięzionego w piecu psota dowiedział się wszystkiego o krasnalach i duszkach, a w końcu także i o psotach. Usłyszał również, że wspólnie z krasnalami uratował dzisiaj małe dzieci Pani Myszy, ponieważ nie rozpalił na polanie ogniska.

Ronny długo rozmyślał o zasłyszanych historiach. Prawdę mówiąc z powodu uratowania małych myszek był bardzo, bardzo szczęśliwy. Kilka razy chciał zapytać psota o różne sprawy, ale psot nic już nie mówił. Słychać było tylko cichy oddech. Najwidoczniej zmęczony usnął. Co teraz z nim będzie? Co będzie, gdy przyjadą kominiarze?

 

‘Mäla! Mäla! Wiesz, co? Może nie wzywajmy na razie kominiarzy? Przecież w tym roku jest całkiem ciepła jesień…’

 

Mäla uśmiechnęła się, skinęła na zgodę głową. Sąsiedzi wychodzili już do swoich domów, żegnając się z gospodarzami. Przy klombie Paterson włączył silnik wyścigowego modelu Volvo. Z wolna zapadał wieczór. Ptaki szykowały się do snu. Smukłe latarnie zapaliły się automatycznie. Ronny przystanął w drzwiach wejściowych domu i długo wpatrywał się w otaczające go stare drzewa Hult Säteri.

 

 Örebro – Hovsta 2005


 ‘Opowieści z Hult Säteri’

‘Hult Säteri tales’

Copyright © by Isaac Jacobovsky, 2012

Illustrations copyright © by Anna Janas, 2012

All rights reserved. No parts of this publication may be reproduced, stored in a retrieval system, or transmitted in any form or by any means, electronic, mechanical, photocopying, recording or otherwise, or adapted to the needs of the media – without the prior written permission of the book, illustrations and animations Authors

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *